|
Jest mnóstwo powodów, dla których możemy utracić bezcenny pokój ducha: kryzys psychiczny, brak zdrowia, przedłużające
się leczenie, tragedia życiowa, własne nałogi czy grzechy. Jeśli kogoś właśnie dopadł ten stan, odsyłam po pomoc do
świętego Brata Alberta Chmielowskiego! Zwróć się do niego, np. nowenną. Zanim został ogłoszony świętym, doświadczył
wielu niepokojów i przeżył niejeden dramat życiowy…
Świętość kojarzymy często z nadzwyczajnym ludzkim wysiłkiem i błędnie sądzimy, że zwykli ludzie nie mogą nimi być.
Tymczasem każdy z wielkich świętych zaczynał od tego samego – spotkania z Bogiem pomimo problemów, czuwania przy Bogu
oraz umiejętności odnajdywania Jego miłości i obecności w codziennych, prostych czynnościach.
Gdy Adam Chmielowski miał 8 lat, zmarła jego matka, a w wieku 14 lat stracił ojca. Mając lat 18, walczył w Powstaniu
Styczniowym u boku Zygmunta Chmieleńskiego. 30 września 1863 r. w trakcie jednej z bitw w lesie nieopodal wioski Mełchów
został ciężko ranny. Odłamek rosyjskiego granatu, który spadł tuż pod konia, rozerwał zwierzę na strzępy i uderzył w lewą
nogę Adama. Amputowano mu ją bez żadnych środków znieczulających poniżej stawu kolanowego. Potem trafił do niewoli rosyjskiej.
Adam przeżył głęboki kryzys psychiczny, trwający 20 miesięcy, wywołany licznymi, bolesnymi zdarzeniami: inwalidztwem,
śmiercią najlepszego przyjaciela, pustką, niepowodzeniem na płaszczyźnie artystycznej. Dodatkowo wpadł w kryzys duchowy
wywołany złamaniem ślubu, który złożył przed Bogiem – rzucenie palenia papierosów. W swoim postanowieniu wytrzymał dwa
miesiące. Gdy złamał przyrzeczenie, wyobraził sobie, „że śmiertelnie obraził Boga, i że został przez Niego odrzucony,
dlatego nie odważał się ani wejść do kościoła, ani przystąpić do sakramentów”. Nie był w stanie dokończyć formacji na
nowicjacie rozpoczętej u jezuitów i musiał poddać się leczeniu. W 1881 r. przeniesiono go do Krajowego Zakładu dla
Umysłowo Chorych w Kulparkowie pod Lwowem. Rozpoznany u niego stan określono jako „zaduma, melancholia, co odpowiada
chorobie obecnie określanej depresją lub chorobą afektywną”. Brat Albert o tym, co wtedy przeżywał, mówił tak:
„Byłem przytomny, nie postradałem zmysłów, ale przechodziłem okropne męki i katusze, skrupuły najstraszliwsze”.
Punktem zwrotnym była rozmowa o miłosierdziu Bożym z kapłanem Leopoldem Pogorzelskim, prałatem, proboszczem i spowiednikiem
w Szarogrodzie. To spotkanie zachęciło go do spowiedzi, po której odzyskał utracony pokój i pogodę ducha. Pokonawszy
trudności i niepokoje, rozpoczął nowy etap życia. Po tych wydarzeniach Adam Chmielowski w 1883 r. został tercjarzem
franciszkańskim: „Odtąd jako członek III Zakonu św. Franciszka wiele czasu poświęcał modlitwie. Nakłaniał do wstępowania
w szeregi tercjarstwa przekonując, że tercjarstwo jest prawdziwym zakonem dla ludzi żyjących w świecie. Przekonywał,
że kiedy wspólnoty tercjarskie powstaną w parafiach, będą potęgą duchową naprzeciw bezbożności i wszelkiej niegodziwości,
dlatego nieprzyjaciele Kościoła boją się tercjarstwa, nazywając je masonerią katolicką. Przekonywał, że tercjarstwo
to dzieło głęboko humanitarne i patriotyczne, szlachetny socjalizm, w którym króluje miłość, a przez to tworzą się
rodziny i społeczeństwa prawdziwie katolickie, potężne i groźne dla nieprzyjaciół Krzyża. Zachodził na plebanie
krakowskich kościołów i domów zakonnych, jeździł poza Kraków i namawiał proboszczów do zakładania grup tercjarskich
w parafiach, przekonany, że dobrze prowadzony III Zakon Franciszkański może stać się świetnym narzędziem w pracy
parafialnej”.
Nawet wśród wybitnych i znanych obywateli, malarzy i literatów Krakowa, prócz rozmów o sztuce i literaturze śmiało poruszał
kwestie religii, nawiązywał często do idei franciszkańskich, a także do pomocy bezdomnym w Krakowie. W 1887 r. wydał
Przewodnik do Reguły III Zakonu św. Franciszka dla tercjarzy i tercjarek. Rok później złożył śluby zakonne, w chwili
obłóczyn miał 42 lata. Od tej pory przyjął imię Albert. Potem powstał zalążek Zgromadzenia Braci Tercjarzy św. Franciszka
Posługujących Ubogim. Swoją decyzję o wyborze życia zakonnego wyjaśniał w taki oto sposób: „Już nie mogłem znosić
tego złego życia, którym nas świat karmi, nie chciałem już dłużej tego ciężkiego łańcucha nosić. Świat jak złodziej
wydziera co dzień i w każdej godzinie wszystko dobre z serca, wykrada miłość dla ludzi, spokój i szczęście, kradnie
nam Boga i niebo. Dla tego wszystkiego wstępuję do Zakonu. Ubóstwiać samego siebie to przecież najgłupszy i
najpodlejszy gatunek bałwochwalstwa”.
Już za życia Brat Albert przyciągał do siebie nie tylko przyjaciół, ale i obcych, rozmawiając z nimi o sztuce, a także
o różnych sprawach zarówno świeckich jak i teologicznych. Był zawsze pomocny dla szukających rady, pomocy duchowej,
przeżywających frustracje, wątpliwości, udręki, niepowodzenia, bez względu na wyznawane poglądy czy religię. Poświęcał
swój czas osobom różnych wyznań, żydom, ateistom – wszystkim, którzy chcieli podyskutować nad sensem życia. Umiał
przekonywać do Boga i wyjaśniać sens wiary. Mówił z zaciekawieniem o Bogu, radach ewangelicznych, życiu zakonnym,
opowiadał z przekonaniem o cnotach, zwłaszcza miłości ku ubogim, którą sam był przepełniony. Rozmawiał o modlitwie,
pokucie, umiał podnosić na duchu i rozweselać. To, co mówił, znał z własnego życia, z własnych, bolesnych doświadczeń,
co czyniło go świetnym kierownikiem duchowym i wychowawcą. Na przykładzie swego życia przekonywał, że doznawane cierpienia,
nie tylko fizyczne z powodu inwalidztwa, pomagają pogłębić osobowość, wzbogacić się duchowo, nauczyć się współczuć innym.
Życie Brata Alberta niesie przesłanie, że świętość chrześcijanina często musi się kształtować i wyrabiać w obliczu wielu
trosk, walki duchowej, bólu, ogromnych zmagań, czy przeżywanych dramatów. Nie wierzmy w fałszywy obraz świętego, mającego
łatwe i pomyślne życie, któremu problemy same się rozwiązują. Nauka i przykład Brata Alberta zawsze będzie inspirować i
dawać nadzieję, że Bóg jest silniejszy od trudności i lęków i że to On w nas zwycięża. Cytaty, którymi posłużyłem się w
tym artykule, zaczerpnąłem z biografii pt. „Święty Brat Albert” (wyd. „M”, Kraków 2021, wydanie II) autorstwa Andrzeja
Różyckiego. Dla głębszego poznania życiorysu i duchowości Brata Alberta odsyłam do wspomnianej książki.
|
|